Nagar

Zanim dotarliśmy pod bramy Angkoru, zanim w ogóle wyruszyliśmy w podróż do odległej i tajemniczej Kambodży, każde z nas przeczytało tysiące słów napisanych przez tych, którzy dotarli tam przed nami. Byliśmy zatem przygotowani na spotkanie z ruinami opanowanymi przez niepohamowaną dżunglę. Nie byliśmy jednak zupełnie przygotowani na MAGIĘ, która się wydarzyła.

Zdewastowane przez działanie przyrody i zawirowania historii ruiny kipią tajemnicami dawnej, potężnej cywilizacji . Dostojne świątynie górują nad połaciami soczystej ściany lasu, część z nich kształtem i barwą przypomina święte wzgórza, do których dostęp mają tylko zuchwali wspinacze, którym nie straszny upał i duchota. Nie da się nie myśleć o potędze dawnego państwa, którego Angkor był sercem,  patrząc na tysiącletnie mury w zakamarkach których czają się cuda khmerskiej architektury i rzeźby. Minęły setki lat od czasów świetności, a one nadal zachwycają, pełne wdzięku i siły. Spacerowałam oniemiała. W sobie,  w człowieku z Europy, nie mogłam uwierzyć, że tu jestem i że to co mnie otacza istnieje naprawdę.

Wielu twierdzi, że na Angkor wystarczy poświęcić jeden dzień szybkiego zwiedzania na rowerku, mknąc w upale pomiędzy kolejnymi murami, oglądając z poziomu rozdeptanego gruntu wieże i schody prawie do nieba. A ja, gdyby ktoś dał mi wybór, zostałabym w tych murach na miesiąc, na trzy, upajając się atmosferą, świętością przyrody, harmonią i wszechogarniającą potęgą. I jeżeli właśnie sobie myślisz, drogi czytelniku, że brzmię jak lekko rozmarzona pensjonarka, to cóż, masz rację. Zakochałam się i do dziś nie wiem, co w Angkorze jest najświętsze – potęga, przyroda czy czas?

BKK-CAM20121104_217

Angkor Wat

BKK-CAM20121104_207

Spojrzenie nimfy sprzed wieków, tajemniczy uśmiech, dumna pierś i kwiat lotosu w dłoni. Od setek lat. Niezmiennie.

BKK-CAM20121104_188

Pielgrzymi

BKK-CAM20121104_132

Obsługa

BKK-CAM20121104_168

Ołtarzyk

BKK-CAM20121104_120

Od buddyjskich mnichów na tle kamiennych świątyń Angkoru bardziej fotogeniczne są tylko aspary porośnięte mchem.

BKK-CAM20121104_320

Tu gdzieś jest magia. Czujesz?

BKK-CAM20121104_299

A wokół tętni życie…

BKK-CAM20121104_296

…które chroni ruiny przed ponownym zarastaniem przez dżunglę?

BKK-CAM20121104_322

BKK-CAM20121104_281

Schody te nie są bezpieczne, zwłaszcza w tropikalnym upale, ale za wysiłek, na szczycie czeka nagroda.

BKK-CAM20121104_317

Tysiąc lat historii, tropikalna roślinność i najbardziej znane na świecie logo. 

BKK-CAM20121104_247

Droga łącząca Siem Reap i Angkor Wat.

BKK-CAM20121104_268

BKK-CAM20121104_340

Angkor Wat z pokładu Phnom Bakheng, gdzie oczekiwaliśmy na spektakularny, ponoć, zachód słońca.

BKK-CAM20121104_363

Spektaklu nie było (gdyż były chmury), ale i tak było zabawnie ;)

BKK-CAM20121104_362

BKK-CAM20121105_410

A oto i wschód słońca przed Angkor Wat. Przeludniony. Ale tym razem przyroda nie zawiodła.

BKK-CAM20121105_421

BKK-CAM20121105_417

BKK-CAM20121105_516

A to już rekonstrukcja fragmentów Ta Phrom (ta świątynia z drzewem i Tomb Raiderem w  osobie Angeliny J.). Świątynia przywitała nas rusztowaniami, koparkami, rykiem piły mechanicznej i muzyką z radyjka na baterie, tłumami Azjatów w identycznych czapeczkach (to musieli być JAPOŃCZYCY!) oraz podestami do robienia sobie zdjęć w strategicznych miejscach. Łzy stanęły w oczach. Ale Angkor ratuje, bo ma zakamarki, gdzie słychać  tylko cykady i pisk nietoperzy, w powietrzu czuć wilgoć murów i butwiejących liści, a kilka kroków dalej, za winklem – MAGIA.

BKK-CAM20121105_459

BKK-CAM20121105_465

BKK-CAM20121105_564Setki lat i siła przyrody splecione w jedno.

BKK-CAM20121105_558

BKK-CAM20121105_544

Angkor to nie tylko siła, to także świadek dramatycznej historii kraju.

BKK-CAM20121105_582

BKK-CAM20121105_587

BKK-CAM20121105_725

To moglibyśmy być my ;) Mniej więcej tak się zachowujemy ;)

BKK-CAM20121105_826

BKK-CAM20121105_903

BKK-CAM20121105_873

Baphuon. Obecnie zamknięta dla zwiedzających

BKK-CAM20121104_235

BKK-CAM20121104_239

Półbóg pilnujący dostępu do królewskiego Angkot Thom

BKK-CAM20121104_242

Angkor to także uśmiech. Wykuty w skale, tajemniczy, błogi, trochę może szyderczy, z pewnością dwuznaczny. Najbardziej widoczny jest  w majestatycznej świątyni Bayon. Na pięćdziesięciu czterech prasatach (wieżach) umieszczono ponad dwieście twarzy, skierowanych w cztery strony świata. Nie ma szans by skryć się przed ich spojrzeniami. Otaczają nas ze wszystkich stron, wodzą za nami wzrokiem, tajemniczo się uśmiechając. Gabinet luster. Gabinet twarzy. Uśmiechów.

BKK-CAM20121105_951

BKK-CAM20121105_954

BKK-CAM20121105_960

BKK-CAM20121105_937

BKK-CAM20121105_936

BKK-CAM20121105_949

BKK-CAM20121105_955

Uśmiechają się także piękne, gibkie, roztańczone aspary

BKK-CAM20121105_695

BKK-CAM20121106_1031

Ester Mebon

BKK-CAM20121106_1033

Lew niewłaściwy. Bez twarzy. Bestialsko okaleczony piłą łańcuchową. Jego pysk prawdopodobnie znajduje się w jakiejś europejskiej kolekcji i jest to smutne.

Angkor to także historia zniszczenia, traumy i okrucieństwa. W dziejach świętego miasta odbija się cała historia Kambodży, zniszczonej, zapomnianej, wykorzystywanej, okrutnie potraktowanej przez siły natury, przybyszów, sąsiadów i samych mieszkańców. Wiekowe mury opierające się przez setki lat działaniom aury i dżungli nie były w stanie oprzeć się Czerwonym Khmerom, zakopującym miny pod murami, łowcom skarbów pozbawiającym rzeźby całych wielkich fragmentów, które sprzedawane na czarnym rynku dla mieszkańców warte były małą fortunę. Nie oprą się także lawinie turystów o ile nie przyjdą im z pomocą władze Kambodży.

BKK-CAM20121106_1034

BKK-CAM20121106_1037

Ta Som

BKK-CAM20121106_1117

BKK-CAM20121106_1026BKK-CAM20121106_1114

BKK-CAM20121106_1259

Neak Pean

W głębi dżungli na wąskiej, glinianej grobli trafiliśmy na zespół składający się z ludzi, którzy padli ofiarą min przeciwpiechotnych (w kambodżańskiej ziemi jest ich nadal od 4 do 6 mln). Muzycy grali przejmujące melodie na prostych instrumentach. Byłam porażona, wzruszona, chwycona za serce i gardło. Muzyka niesiona przez wodę, uzupełniona śpiewem cykad. Grana w otoczeniu tych tysiącletnich ruin przez ludzi bez nóg, z poparzonymi dłońmi, niewidomych, dumnych. Niezapomniane.

A potem, na zakończenie naszej trzydniowej wizyty w Mieście – Preah Khan, najbardziej niesamowita z odwiedzonych przez nas świątyń i chyba najbardziej niedoceniana, gdyż prawie zupełnie pusta. O tej świątyni opowiedzą nie słowa, a obrazy.

BKK-CAM20121106_1316

BKK-CAM20121106_1317

BKK-CAM20121106_1318

BKK-CAM20121106_1326

BKK-CAM20121106_1327

BKK-CAM20121106_1341

BKK-CAM20121106_1363

BKK-CAM20121106_1394

BKK-CAM20121106_1281

BKK-CAM20121106_1422Opuszczaliśmy Angkor z uczuciem głębokiego niedosytu i żalu. 

BKK-CAM20121106_1067Tylko Somros, nasz mistrz tuk-tuka, nie przestawał się uśmiechać. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s