Tonle sap

Po trzech dniach spędzonych wśród ruin zapragnęliśmy przestrzeni, w związku z czym kazaliśmy się wieźć nad jezioro. Nie jakieś tam pierwsze lepsze, wybraliśmy od razu największy słodkowodny akwen Kambodży (i naprawdę żadnego znaczenia nie miał fakt, że akwen ten oddalony jest o 10 km od Siem Reap ;)

Jezioro Tonle Sap – fenomen przyrodniczy – nie tylko dlatego, że są lata, gdy jego powierzchnia zmienia się nawet czterokrotnie, a woda płynie raz w jedną, raz w drugą stronę, ale też ze względu na obfitość wszelkiego życia okołowodnego . W porze deszczowej przybiera ono rozmiary małego, brunatnego morza, w porze suchej, cofa się i kurczy, nadal jednak sprawia wrażenie, bardziej morskie niż śródlądowe. Nie jest zbyt głębokie, nie jest także błękitne, obfituje za to w stworzenia boże, które moje kubki smakowe uwielbiają ponad wszystko. Dzięki tej obfitości życia, wioski rybackie nadal wyglądają tak jak lata (wieki?) temu.

Somros wiezie nas nad jezioro, a my z zachwytem obserwujemy domy na kilkumetrowych palach, które wydają się absurdalnie zbędne, ale za kilka miesięcy, jak co roku, spełnią swoją rolę. Obserwujemy życie, które toczy się niespiesznym rytmem na klepisku, na drodze, pod dachami pokrytymi strzechą z liści palmowych,  z pojedynczą żarówka, czasami, choć rzadko – mrugającym telewizorem.

Na prowizorycznej przystani, pozbawionej pomostu, zawierającej za to sklep i kilka straganów z owocami, przesiadamy się do łodzi, której kapitanem okazuje się małomówny, ukryty za raperską czapką z daszkiem (na oko) piętnastolatek. Odpala jednego papierosa od drugiego, a nas raczej ignoruje. Sprawnie manewruje pięciometrową łajbą i po chwili mkniemy już naturalnym kanałem w stronę jeziora.

BKK-CAM20121107_0003

Po kilkunastu minutach wpływamy na obrzeża jednej z wielu wiosek na jeziorze. Całkiem zwykła azjatycka prowincja, tyle, że na wodzie. Najbardziej fascynują nas jednak, jak często w Azji , dzieci – w swoich własnych łódkach, przypominających odrobinę indiańskie peke-peke, widać, że pływanie jest dla nich równie naturalne, co dla naszych dziewięciolatków jazda na rowerze. BKK-CAM20121107_0028

BKK-CAM20121107_0026

BKK-CAM20121107_0019

BKK-CAM20121107_0011

BKK-CAM20121107_0154

Objazdowa kaplica i pokład modlitewny

BKK-CAM20121107_0117

Codzienne życie pod czujnym okiem turystycznego obiektywu.
BKK-CAM20121107_0114

BKK-CAM20121107_0096

BKK-CAM20121107_0083

W rejonie do którego dotarliśmy, wioski usytuowane są w pobliżu lasów mangrowców, wycieczkę po których, za drobną opłatą, oferują sami mieszkańcy. Przesadzają oni wtedy turystów, parami, do małych, chybotliwych łódek, a uśmiechnięte kobiety spokojnie wiosłując, robią rundkę – najpierw przez wioskę, następnie przez las. Poinformowani uprzejmie przez obsługę prowizorycznej przystani, że taka przejażdżka to przede wszystkim forma finansowego wsparcia wioski – zdecydowaliśmy się bez wahania, po czym komisyjnie uznaliśmy, że BYŁO WARTO ;)

BKK-CAM20121107_0070

Pani z wisołem, panowie z laptopami.BKK-CAM20121107_0056

A codzienne życie toczy się jak wszędzie.BKK-CAM20121107_0052

BKK-CAM20121107_0047

BKK-CAM20121107_0042

BKK-CAM20121107_0044

BKK-CAM20121107_0041

BKK-CAM20121107_0038

BKK-CAM20121107_0033

BKK-CAM20121107_0032

BKK-CAM20121107_0197

BKK-CAM20121107_0200Przez cały dzień spędzony na jeziorze zastanawiałam się czy dotarli tu Czerwoni Khmerzy. Mam nadzieję, że nie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s