Sihanoukville

Nadmorski kurort, senny nieco, nagrzany, zakurzony. Kolorowo i rozrywkowo jest na jednej jedynej uliczce z barami, drinkami i miłymi dziewczętami oraz na plażach, zwłaszcza w godzinach wieczornych. Poza tym – senność, morza szum, ptaków śpiew.

Za pierwszym razem umknęliśmy dość szybko, teleportując się na jedną z rajskich kambodżańskich wysepek, które od tajskich różnią się jedynie tym, że nie są, póki co, zadeptane (ale o tym w następnym odcinku). W drodze powrotnej udało nam się jednak spędzić tu trochę czasu i po pierwszym, raczej mało korzystnym wrażeniu, zaczęliśmy dostrzegać uroki ;)

Z doniesień medialnych wywnioskować można, że Sihanoukville to najstarszy w Kambodży port, zdewastowany przez Czerwonych Khmerów, następnie ofiarnie choć niezbyt starannie odbudowany oraz plaże. Dużo plaż i nic więcej.

Jak mieliśmy się przekonać to nie do końca prawda.

Postanowiliśmy przekonywać się na skuterach.

W Kambodży obowiązuje ruch lewostronny, a zasady mają charakter raczej umowny. W  Phnom Pehn kierowcy czasami zatrzymują się na czerwonym świetle oraz wykonują polecenia kierującego ruchem. Na prowincji zasady ograniczają się do umiarkowanego zachowania ruchu lewostronnego, reszta to wolna interpretacja.

Nie oznacza to jednak, że na drogach jest ekstremalnie niebezpiecznie.

Nie jest.

Ciężarówki, auta, motory, skutery, tuk-tuki, rowery – wszyscy poruszają się w miarę powoli i zachowują jak wielkie stado krów. Na pierwszy rzut oka, zwłaszcza dla człowieka z Europy, wygląda to chaotycznie i bezsensownie. Każdy robi, co chce, zawraca, gdzie chce, zatrzymuje się, gdzie chce, trąbi z powodu lub bez, znaków nie ma lub są uroczo ignorowane, ale o dziwo ruch odbywa się płynnie i bezpiecznie. W końcu bydło pędzące w stadzie nie wpada na siebie ani na siebie nie warczy. Między uczestnikami ruchu nie ma agresji i jeździ się naprawdę przyjemnie, żywym na to dowodem byli nasi dzielni kierowcy, którzy po kilku kilometrach czuli się równie swobodnie co w porannym korku na Wisłostardzie.

Dzień spędziliśmy na szukaniu. Najpierw parku narodowego, następnie wzgórza ze świątynią i klasztorem, zaginionej plaży oraz przejezdnych dróg, ale było to szukanie przyjemne i beztroskie. Przemieszczanie się na skuterach prawie zawsze jest strzałem w dziesiątkę.

BKK-CAM20121116_1058Panorama

BKK-CAM20121110_0936Główna plaża kurortu

BKK-CAM20121110_0942

A na plaży wszyscy bawią się we własnym stylu ;)

BKK-CAM20121116_0830

Azjatycka stacja benzynowa

BKK-CAM20121116_0827

Paliwo sprzedawane na litry w butelkach po Jaśku Wędrowniczku ;)

BKK-CAM20121116_1038

Wzgórze Zwycięstwa a na nim buddyjska świątynia, buddyjscy mnisi, buddyjskie małpy i dużo buddyjskich komarów.

BKK-CAM20121116_1089

Mnich i bracia mniejsi.

A o mnichu słów parę. Ogromnie był zachwycony naszą wizytą. Przez pół godziny przedstawiał nam swoich przyjaciół, opowiadał o hierarchii w stadzie, małpich zwyczajach, chwilę także rozmawialiśmy o nas i naszej podróży. Na koniec udzielił nam błogosławieństwa, które obejmowało nie tylko zdrowie, szczęście i pomyślność, ale także solidną gromadkę potomków ;)

Mnisi buddyjscy są niezwykle ciepli i uśmiechnięci, ale przede wszystkim są autentycznie i ujmująco ciekawscy ;)BKK-CAM20121116_0024

Małpie sprawy

BKK-CAM20121116_0014

„Ja tylko powącham i znikam”

BKK-CAM20121116_0007

BKK-CAM20121116_1067BKK-CAM20121116_1062

Dom i domek dla duchów (a koszule na sznurze szły…)

BKK-CAM20121116_0835

Poszukiwania Rem National Park zaprowadziły nas w okolice lotniska, gdzie spotkaliśmy strażnika parku i jaszczura ;)

BKK-CAM20121116_0847

Okolice lotniska to jednak baza wypadowa do wędrówek pieszych, my natomiast chcieliśmy łodzią, ale jak to z łodziami bywa najpierw należy odnaleźć bezpieczny port. W tym celu musieliśmy pokonać kolejne 10 km zgodnie ze wskazówkami strażnika, a następnie odnaleźć to co powyżej czyli bardzo sprawnie ukrytą przystań, a także parking dla naszych rumaków. Jazda po chybotliwych, wilgotnych, zbutwiałych oraz nieco jednak wąskich deskach była wyzwaniem, któremu nasi dzielni kierowcy podołali prawie bez mrugnięcia okiem, choć z listą obelżywych wyrażeń w języku słowiańskim na ustach  ;)BKK-CAM20121116_0856

BKK-CAM20121116_0866

Przystań właściwa

BKK-CAM20121116_0914

Park okazał się miejscem cichym, spokojnym i urokliwym. Woda pluskała za burtami, przewodnik opowiadał, ale fauna ukrywała się przed nami uparcie (za wyjątkiem kilku widzianych z oddali ptasząt), czego nie można było powiedzieć o florze, toteż podziwialiśmy bujną roślinność oraz jednego jedynego rybaka, który, poza rozlatującą się wieżą w dżungli będącą punktem obserwacyjnym, stanowił jedyną solidną i fotogeniczna atrakcję imprezy.

Odwiedzającym to miejsce życzę więcej szczęścia!

BKK-CAM20121116_0944BKK-CAM20121116_0984

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s