Arequipa

W Arequipie jest kilkanaście/kilkadziesiąt deszczowych dni w roku. Oczywiście, gdy dotarliśmy na miejsce musiało się zatem rozpadać na dobre ;) W geście protestu udaliśmy się na kolację do miejscowej pollerni* czym wzbudziliśmy najpierw ciekawość, a potem zachwyt całej obsługi, łącznie z kucharzami.

Arequipa to miasto typowo turystyczne – klimat śródziemnomorski, piękna, kolonialna zabudowa, rozrywki, wszechobecna biel budulca wulkanicznego z którego obficie korzystano. Peruwiańczycy i ich sąsiedzi przyjeżdżają tu wygrzać swoje zmarznięte kości i poczuć klimat leniwego, południowego miasta. Zrobiłam zatem następujący test. Przeszłam najbardziej uczęszczany i zatłoczony deptak miasta licząc ludzi, którzy nie byli, na pierwszy rzut oka, Peruwiańczykami. To był naprawdę długi i naprawdę zatłoczony deptak.

Ludzi nie będącymi na pierwszy rzut oka Peruwiańczykami naliczyłam sztuk jeden. I tym człowiekiem był G. pilnujący żebym nikogo nie przeoczyła.

Nie było kogo przeaczać!

Uznałam zatem, że Arequipa jest lokalna, nieturystyczna i że lubię peruwiańskie kurczaki ;)

Lubię także klasztory, kościoły i inne budowle duchowo natchnione. Napełniają mnie spokojem i refleksją nad sprawami nad którymi nie rozmyślam codziennie, dlatego z wielką ochotą przystałam na sugestię przewodnikową, aby odwiedzić Klasztor Św. Katarzyny. Bo warto.

No i rzeczywiście, warto. Jestem doświadczona w klasztorach i jedno co mogę powiedzieć na pewno to, że to nie jest zwykły klasztor. Ma on swoje uliczki, domki, ogródki, kościół, kapliczki, szpital i naprawdę nie wiem co jeszcze, ale jestem skłonna uwierzyć we wszystko, a ponadto ma mur, który odcina jedno miasto od drugiego. Życie w życiu. Z radością pogubiliśmy się w tym labiryncie. Właziliśmy naszymi topornymi  buciorami do niewielkich, opuszczonych,  mieszkań sióstr. Do ich prywatnych kuchni i sypialni. Pozostałe w nich sprzęty domowe, ciągle dobrze wyczuwalny zapach palenisk i kontrastująca ze zgiełkiem miasta cisza, intensywnie wpłynęły na naszą wyobraźnię. Już miałam na sobie habit, już odmawiałam różaniec i żegnałam się ze światem doczesnym, zamknięta na zawsze wśród grubych, wysokich murów, oddana kontemplacji i skupieniu. Doprawdy, gdzie też człowiek potrafi zawędrować własną głową. A dookoła kwiaty i kolory, bo mimo że reguła ascetyczna (no, powiedzmy) i odcinająca od świata doczesnego, to otoczenie sprzyjające raczej radości niż umartwieniu.

Z chęcią pomieszkałabym w takim klasztorze tydzień lub dwa.

 

A te śledzie to już nie klasztor, a lokalny bazar. Nigdzie lepiej nie da się pobyć wśród ludzi niż na bazarze. Zawsze staramy się odwiedzać bazary ;)

PeruBoliwia2013-653PeruBoliwia2013-590 PeruBoliwia2013-591 PeruBoliwia2013-593

  • Pollo = kurczak, przyp. red
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s