Huacachina

Huachachina jest zabawna.

Nagle, bez ostrzeżenia, lądujemy w małym Egipcie. Niska zabudowa skupiona wokół małej sadzawki, leniwe przedpołudnia, prażące słońce, krem z filtrem, klapki, a dookoła wydmy sięgające piątego piętra. Po trzech tygodniach intensywnego poznawania obcych lądów czujemy się jak na wakacjach. Wyciągamy krótkie spodenki i minispódniczki. Ale do tych krótkich spodenek, według miejscowych, najlepiej pasują buty snowboardowe i deska. Bo to jedna z kilku najpopularniejszych tu rozrywek. Zjazd z wyspy na desce. Może być stylem snowboardowym, może być na śledzia, zabawa i tak jest doskonała. Można też leżakować na wydmach, jeździć po nich na zawrotnie szybkich i sprytnych buggiesach, można odwiedzać lokalne winnice i degustować pisco, można siedzieć wieczorami na patio jednej z kilku knajpek i sączyć kolejne pisco sour. Można, ale nie za długo, bo Peru jest wielkie, a czasu zawsze mało ;)
PeruBoliwia2013-743

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s