USA

Nasza zeszłoroczna podróż do Stanów była dla nas szczególna, gdyż odbyła się w wersji kombinowanej. Początkowe połączenie  ze służbową konferencją G., zmusiło nas do spędzenia kilku dni w Anaheim w Kalifornii.

Jednak wszystko zaczęło się od San Francisco, do którego dotarliśmy na dwa dni przez przylotem reszty delegacji.

Po mieście poruszaliśmy się komunikacją publiczną i było to zdecydowanie ciekawe doświadczenie, bo zza szyby wynajętego auta nie da się w tak cudowny sposób podglądać codziennego życia. Podstawowa znajomość języka angielskiego wystarczy, aby połapać się w rozkładach jazdy, gorzej z olokalizowaniem właściwych przystanków, ale gdy ma się czas wszystko jest do opanowania. San Francisco zaś jest wspaniałe! Popatrzcie sami.

San Francisco

Gdy tylko doczekaliśmy się na resztę delegacji ruszyliśmy w drogę. Zaczęliśmy od punktu obowiązkowego – Mountain View, w hrabstwie Santa Clara, w którym mieszczą się siedziby Google i Apple. Zwłaszcza ta pierwsza przyciąga turystów jak magnes i choć wbrew temu co można przeczytać w sieci, jazda na  kolorowych rowerach po kompleksie nie jest atrakcją turystyczną, a jedynie ułatwieniem dla pracowników Googla, to z uwagi na niedzielne rozprężenie pozwoliliśmy sobie na małe szaleństwo. Potem zaś udaliśmy się na południe do Sequoia National Park.  Same drzewa faktycznie robią wrażenie, jednak dla mnie szczególnie interesujące okazało się zaplecze edukacyjne parku. Na dziesiątkach tabliczek znalazłam odpowiedzi na wszelkie pytania dotyczące sekwoi i była to naprawdę ciekawa lekcja. Przy okazji zaznaczyć muszę, że nie należy tam liczyć na kalifornijski klimat. Park położony jest w górach i nawet wiosną można się  nim spodziewać śniegu.

Mountain Viev i Sequoia National Park

Pobyt w Anaheim to dla jednych czas pracy dla innych szwendania się po plażach. Do państwa dyspozycji pozostawiam fotorelacje z tej drugiej ręki ;)

Anaheim and Pacific Ocean Coast

Do Las Vegas ruszyliśmy już tylko we dwoje. Odebraliśmy z wypożyczalni własne auto i  w drogę. Na miejscu pospiesznie wybraliśmy nocleg (wyszukiwarki wylosowały dla nas hotel Circus, Circus – jako najtańszą opcję hotelową, a i tak jedna noc kosztowała nas bagatela sto dolarów, absolutnie nie było warto).  Niestety nie udało nam się popatrzeć na to szalone miasto w świetle dziennym, jednak nocą robi niezapomniane wrażenie. Szwendaliśmy się po tętniących życiem ulicach i kasynach do rana. Polecamy zajrzeć do każdego z hoteli, gdzie czekają na was szalone architektoniczne atrakcje takie jak sztuczna Wenecja, Paryż, Rzym, Egipt itd. Jest to chyba jedyne miejsce na ziemi gdzie taki poziom kiczu i przepychu nie drażni. Miasto naturalnie wpasowuje się w konwencje szalonego lunaparku. Jeżeli dysponujecie dodatkowymi funduszami polecamy również wieczorny występ w którymś z hoteli, można trafić na koncert lub popis kaskaderski, cyrkowy, baletowy. Tu się dzieje wszystko, a z opowieści wiemy, że każdy ze spektakli przygotowany jest z prawdziwym rozmachem. Nie wiemy, nie sprawdzaliśmy, ale wierzymy na słowo, bo w Las Vegas można uwierzyć prawie we wszystko.

Las Vegas

Leżąca  w okolicach Las Vegas Dolina Ognia to park stanowy zdecydowanie wart uwagi. Przepiękne formacje skalne o płomiennych barwach lub we wzór przypominający truskawkowe lody Cart d’or. Wjazd do parku kosztuje dwadzieścia dolarów za samochód, można łatwo przemieszczać się autem z punktu do punktu lub wybrać kilka opcji trekkingowych.

Valley of Fire State Park

Następny dzień to już klasyk. Można kochać Stany za Nowy Jork, Waszyngton czy San Francisco, a można kochać za przyrodę. Ja jestem z drużyny numer dwa. Miasta jak miasta, w miastach, w mojej opinii, interesujący są głównie ludzie i jedzenie, natomiast przyroda, ho, ho! USA to przecież kraj bezkresnych przestrzeni, dróg po horyzont i tak imponującej przyrody, że warto  zaopatrzyć się w duże ilości zachwytu oraz czasu, aby jak najwięcej z tego bogactwa doświadczyć.

Doskonałym przykładem jest park Zion (nie wiem czy mogę o nim pisać jak o Syjonie, ale skojarzenia biblijne na pewno są tu na miejscu). Absolutnie wspaniałe formacje skalne kanionu rzeki Kolorado (która, nawiasem mówiąc, w całej naszej podróży była dostarczycielem nieustannych zachwytów nad mocą i wspaniałością natury), do podziwiania przez bez mała tydzień, choć gdy ma się dwanaście godzin też można poszaleć. Do tego polecamy szczególnie treking na punkt widokowy Angels Landing, jest to trasa wymagająca, ale warta każdego poczynionego kroku. Pamiętajcie jednak – jest to szlak dla osób, których nie paraliżuje lęk wysokości!

P.S. Na pierwszym zdjęciu prezentuję się państwu rozprostowując kosteczki po noclegu w aucie na parkingu Walmartu (jest to, z nielicznymi wyjątkami, dozwolone i praktykowane rozwiązanie dla miłosników podróżowania lowcost) ;)

Zion National Park i Bryce Canyon National Park

Mija wieczór i poranek, nocleg w motelu (prysznic!), mijają kolejne mile o których można wiele pisać i wiele milczeć. Po prostu jesteśmy w drodze i kochamy to, a rzeka Kolorado pokazuje co potrafi uczynić z krajobrazem. Szanuję!

P.S. Gdy będziecie w pobliżu zróbcie kółeczko przez Natural Bridges State Park, jest cichutko, bezludnie i bardzo pięknie!

Dirty Devil Bridge i Natural Bridges State Park

Klasyk numer dwa –  Archers National Park. Przy dobrej pogodzie człowiek o niskim stopniu wrażliwości na piękno ma gorączkę z zachwytu, przy bardzo dobrej pogodzie każdy człowiek ma gorączkę – pustynną. Polecam zabrać dużo wody i dużo wirtualnego miejsca na zdjęcia, bo po prostu nie można przestać ich robić.

I znajdźcie Delicate Arch, jest on daleko i trzeba doń iść i iść, ale znowu, wart jest każdego kroku, nawet w czterdziestostopniowym upale.

Archers National Park i Canyonlands National Park

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest pędzić przez bezkresną prerię i piaski pustynnego pogranicza? Jak czuł się Lucky Luck? Macie w pamięci migawki z  „W samo południe”, „Bez przebaczenia” albo „Rio Bravo” – towarzysze rocznik osiemdziesiąty, przypominam wam cudowne niedzielne przedpołudnia z programem pierwszym telewizji polskiej ;)

Widzę jak Clint Eastwood albo John Wayne siedzą w siodle i patrzą w dal, a dookoła wszystko poza niebem ma kolor piachu. I tak to w rzeczywistości wygląda. Pies jest koloru piasku, reszta to plakat z westernu.

Monument Valey

Wiecie, przestałabym się choć na moment zachwycać, gdybym tylko mogła, ale mam dla was kolejną perłę. Obrazki, które skądś na pewno znacie, które coś wam mówią, które można spokojnie umieścić jako tło pulpitu i wzdychać. To ja wam powiem prawdę – one faktycznie ISTNIEJĄ i żadne zdjęcia nie oddadzą ich wspaniałości. Sorry.

A na dokładkę jest tama jako rozgrzewka przed inną tamą ;)

Page, Antelope Canyon, Horseshoe Bend, Glen Canyon Dam

A Wielki Kanion jest strasznie wielki, tak wielki, że ludzkie oko go nie ogarnia, zatem nie ma co liczyć na sztuczną optykę. Jest WIELKI! Jest GRAND! Siedzieliśmy tam calutki dzień, do ostatnich promieni słońca. Znaleźliśmy półkę skalną i po prostu siedzieliśmy chłonąc przestrzeń, powietrze i blask, zachowując dużo ciszy i może troszkę nawet medytując nad tym wszystkim nad czym można medytować w obliczu tak porażającej potęgi.

Grand Canyon, Mather Point

Ale żeby nie było, że tylko kaniony i głazy to wkroczyliśmy na drogę stanową 66(6) :D Tam to się dzieje naprawdę wiele amerykańskiego folkloru pełną parą i gębą. Co kto lubi, ale dla mnie było w tym wszystkim naprawdę dużo zabawy, a zboczenie ze szlaku, aby odwiedzić cudowne Oatman to strzał w dziesiątkę. Niby nic tam nie ma, ale druga galeria pokaże wam czemu warto ;)

Route 66, Wiliams, Seligman, Hackberry General Store, Kingman

Droga do Oatman usłana jest wrakami, a na jednym ze wzgórz znajduje się malowniczy, wyglądający na dziki, cmentarz, więc ogólne wrażenie jest na prawdę mocno niepokojące. Dlatego z nieukrywaną ulgą oddałam kierownicę i raczej starałam się nie rozglądać zbyt uważnie.

Route 66, Oatman

Osły jako atrakcja turystyczna to doskonały pomysł. Są miłe i przyjazne, można je karmić, głaskać i fotografować do woli, pozują profesjonalnie.

Wiecie, podróżowałam z inżynierem, więc tej gigantycznej tamie nie mogliśmy odpuścić.

Hoover Dam

 

A na koniec, jeszcze jedna cudowność, nie wiem czy każdy podzieliłby moją opinię (ja jak widać ogólnie w podróży jestem Człowiekiem Chodzącym (z) Zachwytem), ale San Diego ma w sobie to wyjątkowe połączenie Ameryki i Meksyku, latynoskiej duszy w amerykańskim stylu. Bardzo smaczne. No i ten klimat – gorący, południowy, nadmorski. Mogłabym tam mieszkać!

San Diego

 

I to już. Trzy tygodnie w drodze, noclegów w samochodzie, śniadań w Denny’s, szukania WiFi w McDonaldach i wspaniałej, monumentalnej przyrody, i dróg po horyzont, i zwracania uwagi na wolno pasące się bydło lub dziczyznę. Tak bardzo było warto. Czuję, że zrobimy to raz jeszcze.

 

Oraz dla zainteresowanych odrobina informacji praktycznych, które dotychczas umieszczaliśmy w zakładce „plany podróży”, ale ze względu na brak planu podróży zamieszczam je tu. Bierzcie i korzystajcie ;)

USA 2016

Termin: 22.04.2016 r. – 10.05.2016 r.

Trasa: Kraków-Frankfurt nad Menem- San Francisco –Sequoia National Park-  Anaheim – Las Vegas – Valley of Fire –Hurricane – Zion National Park – Bryce Canyon National Park –Torrey –Glen Canyon –  Natural Bridges National Monument – Moab – Archers National Park – Canyonlands National Park – Moniticello – Monument Valley Navajo Tribal Park – Page – Antelope Canyon – Horseshoe Bend – Grand Canyon, Mather Point,  South Rim – Wiliams – Hackberry General Store – Kingman – Oatman – Hoover Dam – Las Vegas – San Diego – Lake Forest – Anaheim- Los Angeles – Kraków

Wizy

Do USA niestety nadal potrzebujemy wizy. Wiza turystyczna kosztuje ok 500 zł i najczęściej wydawana jest na 10 lat. Wszystkie aktualne informacje wizowe najłatwiej znaleźć na stronie Ambasady USA w Polsce (https://pl.usembassy.gov/pl/wizy/).

Waluty

Kwiecień/maj 2016 – 1 USD – 3,8 PLN

Zdrowie

Podróż do USA nie wymaga od nas wykonania szczepień obowiązkowych, nie ma  również zagrożenia malarycznego (choć w stanach południowych istnieje zagrożenie wirusem Zika w związku z czym zalecane jest stosowanie repelentów przeciwko komarom).

Ze względu na bardzo wysokie koszty usług medycznych w Stanach Zjednoczonych wysoce zalecane jest wykupienie ubezpieczenia, które pokryje wszystkie wydatki związane z udzieleniem pomocy w razie wypadku lub leczeniem (osobiście polecamy wykupienie polisy PZU Wojażer, gdyż przy zachowaniu procedur wymaganych przez Ubezpieczającego, pokryje on za nas koszty leczenia).

Pogoda

Przełom maja i kwietnia to doskonała pora na zwiedzanie południowo-zachodnich stanów. Pogoda jest typowo wiosenna i odpowiada warunkom panującym w Polsce – w górach zimno, na nizinach przyjemnie ciepło, zdarza się, że deszczowo. Wielkim plusem podróżowania w tych miesiącach jest brak tłumów w najpopularniejszych parkach narodowych (co nie oznacza, że możemy liczyć na puste szlaki).

Noclegi

Jest to jeden z najbardziej obciążających budżet elementów podróżowania po Stanach. Motele zwykle oferują pokoje z dwoma podwójnymi łóżkami w cenie od 80$. Dla osób podróżujących w większej grupie może być to opłacalne, jednak dla nas dwojga był to bardzo duży wydatek, dlatego nocowaliśmy w motelach co drugą noc. Wiedząc o cenach noclegów zabraliśmy z Polski śpiwory, karimaty i namiot, licząc na tanie kempingowanie. Ostatecznie, ze względu na trudności z lokalizowaniem pól kempingowych posiadających miejsca na rozstawienie namiotu*, najczęściej decydowaliśmy się na nocleg w samochodzie. Na wielkich parkingach sieci Walmart i Target można parkować auta całą dobę, z czego skrupulatnie korzystaliśmy. Jest to legalne i bezpieczne (wyjątki stanowi ok 50 kilometrowy pas wybrzeża oceanu, gdzie parkowanie na noc, nawet na parkingach hipermarketów jest zabronione). Toaleta za pomocą nawilżanych chusteczek, mycie zębów w McDonalds, rozkładana na noc tylna kanapa w aucie, karimata, śpiwory i noc można spędzić naprawdę wygodnie. W większych miastach można znaleźć centra obsługi podróżnych (np. Travel Plaza), gdzie za 10$ w super warunkach można wziąć prysznic, zrobić pranie, a nawet nałożyć maseczkę ;)

*niewielka ilość czasu oraz brak wcześniejszych rezerwacji zmusiły nas do zrezygnowania z kempingowania, ale na pewno jest to opcja warta rozważenia, zwłaszcza, że kempingi w Stanach zwykle posiadają dość dobrą infrastrukturę i są relatywnie tanie.

Przemieszczanie

Nie odkryję Ameryki pisząc, że jest to kraj ogromnych odległości, dobrych dróg i taniego paliwa. Z tego względu uważam, że najbardziej optymalnym sposobem podróżowania po Stanach jest wypożyczenie auta, zwłaszcza, gdy może ono być jednocześnie awaryjnym motelem. My wypożyczyliśmy auto przez stronę http://www.rentalcars.com/ (Jeep Patriot, z wypożyczalni Alamo). Koszt to ok 1500 zł za 11 dni (samochód z pełnym bakiem, dowolną ilość kierowców, podstawowe ubezpieczenie, brak limitu kilometrów).

Dodatkowe informacje

Parki Narodowe

  • Jeżeli planujesz zwiedzanie więcej niż dwóch parków narodowych polecamy wykupienie „karnetu” do wszystkich parków narodowych w USA (http://store.usgs.gov/pass/annual.html). Koszt wjazdu samochodem do jednego parku to 20-30$, koszt karnetu – 80$. Karnet ważny jest przez rok i obowiązuje dla samochodu w którym podróżuje właściciel karnetu (bez względu na ilość osób w samochodzie), karta może mieć dwóch właścicieli.
  • W Stanach są różne rodzaje parków – narodowe, stanowe (10-20$/auto) oraz zarządzane przez mniejszości jak np. Monument Valley będący pod kuratela Indian Navajo (20$/auto). Wyżej wspomniany „karnet” obowiązuje jedynie dla parków narodowych.
  • Zwiedzanie parków narodowych można zacząć od razu po przekroczeniu bramy parku, przy której każdorazowo otrzymujemy szczegółowa mapą parku oraz sezonową gazetkę, my jednak polecamy również odwiedzanie Visitor Center. Pracujący tam parkowi rengersi są niezwykle pomocni i kompetentni, chętnie odpowiedzą na wszelkie pytania, doradza jak wybrać optymalną trasę zwiedzania itd. Sposób zwiedzania parków jest dostosowane do przyzwyczajeń przeciętnego Amerykanina, w związku z czym po parkach z reguły można poruszać się autem, przy punktach widokowych są duże parkingi z infrastrukturą, a wszystko jest pięknie oznakowane i czytelne. Zdarzają się również parki w których ze względu na ochronę przyrody nie można poruszać się autem, tam znajdziecie darmowe autobusy, które dowiozą was do kluczowych punktów.
  • W większości parków narodowych i stanowych możliwe jest kempingowanie, jednak po szczegóły związane z rezerwacją miejsc pod namiot oraz zasadami bezpieczeństwa (zwłaszcza w kontekście bliskiej obecności dzikich zwierząt) odsyłam na oficjalne strony poszczególnych parków.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s