Salar de Uyuni

A może przejedziemy się tysiąc trzysta kilometrów południowoamerykańskim transportem lokalnym? Czemu nie, pomyśleliśmy. Gdzie lepiej poznamy koloryt lokalny, gdzie zjemy śniadanie przy drodze wraz z kozami, ewentualnie z kóz (lam), gdzie nas wytrzęsie  i sponiewiera tak, że poczujemy podróż w kościach, gdzie zaoszczędzimy cenne dolary? Tylko w PKS-ie pomyśleliśmy i nabyliśmy bilet z Cusco do…

Machu Picchu

I po co nam to było? Siedem godzin na andyjskich serpentynach. W zatłoczonym, nieogrzewanym busie wspinającym się dziarsko na trzy i pół tysiąca metrów nad poziom morza, z szalonym kierowcą opowiadającym po hiszpańsku, tym którzy rozumieją, tajemnicze historie. My nie rozumiemy, patrzymy zafascynowani przez zakurzone okna – w dół, w przepaść, kiwamy się na ostrych…

PP

Do stolicy udaliśmy się autobusem. Do wyboru mieliśmy ten środek komunikacji bądź rejs przez jezioro Tonle Sap. Przyznam niechętnie, że nie pamiętam dlaczego zdecydowaliśmy wybrać drogę lądową, pamiętam natomiast doskonale, że podróż obfitowała w piękne widoki prowincjonalnej Kambodży, seanse karaoke w autobusie (klimatyzacja może nie działać, ale telewizor z karaoke to podstawa i źródło początkowo…

Somewhere across the border

Podróż do Kambodży rozpoczęliśmy wsiadając bladym świtem do lokalnego tajskiego pociągu na dworcu Aranyaprahet w Bangkoku. Jeżeli kiedykolwiek korzystaliście z usług PKP w relacji podmiejskiej, w sierpniu, przy największym możliwym upale to przypomnijcie sobie to wydarzenie. Dodajcie do tego gęstniejący z każdym przystankiem tłum. Dodajcie wiatraki umieszczone pod sufitem, pracowicie milące lepkie powietrze. Albo i…